„Zegarmistrz Światła Purpurowy"
![]() |
| Wiem, wiem. To nie Platon, ale nic innego nie potrafiłem znaleźć, a od cyników do Platona było niedaleko. |
No to już wszyscy wiemy, że zostało nam jakieś 30 lat życia.
Oczywiście, apeluję do tych, którzy mają szansę dożyć do 2050
roku, aby zaplanowali sobie dobrze te trzy ostatnie dekady. No dobra,
super – wszyscy umrzemy, ale co dalej? Właśnie o tym chciałem
napisać i zrobić mały coming out. Muszę jednak najpierw
zaznaczyć, że kompletnie nie znam się na filozofii, a niniejszy
wywód jest jedynie moją projekcją.
Więc
zacznijmy od początku, czyli mojego stosunku do Boga. No, trzeba
przyznać, że jestem agnostycyzującym ateistą. Co to oznacza? Ano
trapi mnie pewna dwoistosć. Polega ona na tym, że stojąc na
pozycji racjonalnej, empirycznej, mogę powiedzieć jasno: boga nie
ma i koniec, kropka. Świetnie, ale czy to oznacza, że po śmierci
nie będzie totalnie nic, a wszystkie zwierzęta na Ziemii są
jedynie jakimś przypadkowym kosmicznym błędem? Jakimś wypadkiem
przy pracy? Nasza planeta po prostu znalazła się w takim, a nie
innym miejscu i nagle okazało się, że coś się tam rusza i pleni,
coś, co jest ogromną aberracją i nie ma tak naprawdę prawa bytu?
Słabo
by było, gdyby tak się okazało, ale gdy zginę w 2050 i przekonam
się jaka jest prawda, to i tak będzie mi wszystko jedno, bo jeśli
nie ma niczego po śmierci, a na Ziemii już nikt się nie ostał, to
dla kosmosu, tak naprawdę, nigdy nie istniałem, bo obiekty podlegające przemijaniu nie istnieją*
Mimo
wszystko (tutaj przechodzimy od ateizmu do agnestycyzowania) mam
wrażenie, że ta strefa metafizyczna jakoś tam może istnieć,
chociaż wyklucza ją rozum. Nie mówię tu o czymś na kształt
religii judeo-chrześcijańskiej, czy jakiejkolwiek innej –
nazwijmy to – konwencjonalnej religii. Chodzi mi raczej o coś w
ujęciu romantycznym, czy ocierającym się o tzw. New Age.
Mam
nadzieję, że w naszym świecie istnieje jakaś transcendentna siła,
która ma jakąś minimalną siłę oddziaływania. Wena twórcza,
spacer po pogrążonym w nocy mieście czy doznania artystyczne –
to w takich aspektach dostrzegam magię i transcendencję.
Poza
tym mam jeszcze większa nadzieje, że ja, Mikołaj Bizoń, nie jestem
jedynie stworzony z kości, krwi i limfy. Chciałbym, żeby nie
okazało się, że jestem jedynie przypadkową, ożywioną materią,
odpryskiem kosmosu. Chociaż nie wierzę w życie po śmierci, to
chciałbym po 2050 zostać, nie wiem, jakimś nieśmiertelnym bytem,
uwolnionym z cielesnej powłoki, który ma moc sprawczą i przy tym
spędzą wieczność razem z innymi, oddając się temu, czego tylko
zapragnie. A może po prostu wieczny spokój i dom?
W
każdym razie mam nadzieję, że jednak Platon miał rację, bo
wszystko wskazuje na to, że nieśmiertelności w ludzkiej pamięci
już sobie nie zapewnię, choć i tak byłoby to dość karkołomne
zadanie.
___________________
* Wychodzę z założenia, że jeżeli 500 lat temu żył sobie jakiś Janko i nie zostawił nic po sobie, więc nie zapisał się w naszej historii czy pamięci, to tak, jakby nigdy nie istniał, gdyż jego obecności nie zarejestrowała nasza, ogólnoludzka hiperświadomość, tak więc Janko w naszej percepcji nigdy nie istniał. Może jedynie istnieć jako część składowa danej grupy etnicznej lub innej społeczności, do której należał, ale nie sposób go odróżnić od innych i cokolwiek o nim powiedzieć. Istnieje jedynie społeczność X, w którą bezpowrotnie wtopił sie Janko zatracając swoją jednostkową suwerenność i podmiotowość.
Polub mój FP: https://www.facebook.com/wymiarkoloru
Polub mój ig: https://www.instagram.com/mikolajbizon/
Polub mój ig: https://www.instagram.com/mikolajbizon/


Komentarze
Prześlij komentarz