Prowincji śmierć lub zmartwychwstanie

Prowincja, ach prowincja.

Prowincja to obszar opóźniony cywilizacyjnie i kulturowo przez swoje oddalenie od centrum. Zadupie, Wygwizdów, Kozia Wólka, Pcim Dolny, dziura dechami zabita i przez Boga na dobre opuszczona. Pełna zblazowanych tanim winem Januszy, którzy na wiadomą opcję głosowali i z wiadomego programu korzystają. Ciemne toto, głupie, zacofane, religijne aż nadto. Tak w wielkim skrócie wygląda bardzo popularne wyobrażenie prowincji. Prowincję można wizytować jako, prawda, ekspert z centrum albo turysta szukający wytchnienia. Z prowincji można jeszcze tylko uciekać, ewentualnie na niej zostawać i gnić tam do reszty. Polskie barbaricum, teutońskie puszcze, słowiańskie bagna nieprzebyte, gdzie nie sięga kaganek Romae.

No dobrze, ale czym tak w rzeczywistości jest ta prowincja? Ja tego niestety nie wiem i myślę sobie, że nikt tego nie wie. Dlaczego? Ano dlatego, że pojęcie prowincji jest bardzo płynne. Dla każdego ta prowincja będzie oznaczała co innego. Bielszczanin spokojnie może uznać ze swojej perspektywy, że Cieszyn to zwykłe, zapyziałe prowincjonalne miasteczko. Nie będzie w tym nic dziwnego. Ale, dajmy na to, mieszkaniec Kończyc czy Puńcowa Cieszyn postrzegać już będzie jako swoiste centrum. A wracając do Bielska: znowuż z perspektywy Katowic może być (i zapewne jest) uznane jako prowincja. I tak można jeszcze długo, oj długo.

Dlatego należałoby zapytać: od kiedy w ogóle zaczyna się prowincja? Nie sądze jednak, by ktoś potrafił nam jednoznacznie i wyczerpująco odpowiedzieć. To jest pewien konstrukt, pewna umowność, która, niestety, bywa bardzo szkodliwą. Tak naprawdę nie da się powiedzieć „odtąd jest centrum, a odtąd prowincja”. To jest iluzoryczne założenie, wyobrażenie dotyczące tego, co wokół mnie i tego, co jest gdzieś indziej. Ta wyobrażona prowincja to konglomerat tego, co pasuje nam do negatywnego wydźwięku tego słowa, a także narracji kształtowanej przez kulturę i media. Dochodzą do tego też, pewnie, inne najróżniejsze czynniki, których uchwycenia się nie podejmę, bo nie jestem socjologiem.

Tak naprawdę, myślę sobie, Polska nasza cała od Tatr przez łąki umajone Mazowsza, aż po złoty piach nadmorski jest w istocie taka sama, bardzo podobna. Dualizm centrum - prowincja jest tak naprawdę sztuczny. Nie ma różnicy między Bielskiem a Warszawą. Wszędzie jest taki sam syf, taki sam potencjał, takie samo zblazowanie, taka sama kreatywność.

Być może Polska jest po prostu prowincjonalnym krajem i całą kwestię prowincjonalności należy rozpatrywać w bardziej globalnych kwestiach? Obawiam się jednak, że znowu doszlibyśmy do pytania z czwartego akapitu.

A może w dzisiejszych, zglobalizowanych czasach  prowincja zupełnie już nie jest nam potrzebna? Jej esencja wypaliła się, przecież, w dużej mierze dzięki internetowi i całemu postępowi technologicznemu. Może już czas zakopać to wszystko i dać temu święty spokój?

Requiestcat in pace, centrum.

Polub mój FP: https://www.facebook.com/wymiarkoloru
Polub mój ig: 
https://www.instagram.com/mikolajbizon/ 





Komentarze

Popularne posty