#Romantyczność


[...]
I ja to słyszę, i ja tak wierzę,
Płaczę i mówię pacierze.
"Słuchaj, dzieweczko!" - krzyknie śród zgiełku
Starzec, i na lud zawoła:
"Ufajcie memu oku i szkiełku,
Nic tu nie widzę dokoła.
 
Duchy karczemnej tworem gawiedzi,
W głupstwa wywarzone kuźni.
Dziewczyna duby smalone bredzi,
A gmin rozumowi bluźni".
 
"Dziewczyna czuje, - odpowiadam skromnie -
A gawiedź wierzy głęboko;
Czucie i wiara silniej mówi do mnie
Niż mędrca szkiełko i oko.
 
Martwe znasz prawdy, nieznane dla ludu,
Widzisz świat w proszku, w każdej gwiazd iskierce.
Nie znasz prawd żywych, nie obaczysz cudu!
Miej serce i patrzaj w serce!

No, trochę dziwnie, powiecie. Nieźle zaczynasz, kolego blogerze, skoro od razu rzucasz nam w twarz Mickiewiczem. Ano trochę tak. Być może to nieco zaskakujące, bo pewnie spodziewaliście się bardziej współczesnego tematu. Zasadniczo ja też, ale w sumie ten blog ma być swego rodzaju sturmem und drangiem, więc nie mówcie, że temat jest od czapy.

Dłuższy czas miałem spory problem z romantyzmem, ale chyba mi przeszło. Ogólnie strasznie odpychał mnie ten Werter, ten mesjanizm, to ciągłe międlenie o ojczyżnie i tak dalej. Na szczęście odkryłem, że na tym nie koniec.

Nikt nie powie mi przecież, że teksty takie jak „Stepy akermańskie", „Świtezianka", „Lilije", „Król Olch", „Faust" „Śluby panieńskie" albo „Sztos" nie są po prostu dobre i w jakiś sposób ujmujące. To samo tyczy się utworów podobnych do „Cwału Walkirii" (trochę już wyświechtanego najpierw przez Hitlera, a potem przez popkulturę, ale jednak), „Tańca Węgierskiegp" albo „Groty Króla Gór". O obrazach w stylu „Kredowego wybrzeża Rugii" albo nocnych pejzażach Pethera już nawet nie wspomnę.

Aczkolwiek trzeba przyznać, że romantyzm jest dość nierówny, przynajmniej w części literackiej, bo z drugiej strony możemy rzucić „Dziady" cz. III, Wallenroda, „Kordiana" i wspomnianego już wcześniej, nieszczęsnego pod każdym względem Wertera.

Jednak mimo wszystko na szczęście dla mnie i dla omawianej epoki, możemy odnaleźć w romantyzmie więcej plusów, niż minusów. 

Najbardziej szanuję romantyzm za jego estetykę, czyli klimat. Naprawdę doceniam to, że jest gęsty i mroczny, ale w taki dobry sposób. Nie nachalny i płytki jak we współczesnych horrorach i thrillerach. W romantyzmie ta groza to jedynie delikatny smaczek, który dodaje bardzo pyszną nutę do całego bukietu, jeżeli mogę posłużyć się takim kulinarną metaforą..

Kolejna rzecz to metafizyka, która w sumie wiąże się z klimatem. Jakoś strasznie mnie porywa i fascynuje myśl, że ta metafizyka gdzieś jednak jest, a wkroczenie jej do fabuły zawsze wywołuje u mnie dreszczyk. Dziwny dreszczyk ni to fascynacji, ni to zazdrości. W każdym razie na pewno odbija się tu trochę mój agnostycyzm, który bardzo by chciał, żeby metafizyka istniała, chociaż rozum podpowiada co innego.

Koncepcja pokrewieństwa dusz też jest pociągająca. Nie żebym w to jakoś przesadnie wierzył, ale to jest jakieś takie... bo ja wiem? Ujmujące, fajne, piękne. W dzisiejszych realiach, gdy jesteśmy zblazowani bylejakością i przytłoczeni kapitalizmem, czasem dobrze jest odwołać się do takich założeń.

Całkiem spoko motywem jest też dominacja natury nad człowiekiem i zagubienie tegoż w jej ogromie. Nie tylko jest to fajne i ładne, ale w dzisiejszych czasach robi też dobrą, dydaktyczną robotę.

Koniec końców szalę przeważa (urywa!) jedna książka, która w mistrzowski sposób pokazuje, że romantyzm ma bardzo duży potencjał. Bułhakow genialnie dowiódł (choć być może nieumyślnie), że  wątek romantycznej miłości naprawdę może być ujmująco zrealizowany, a metafizyka jest intrygująca i tajemnicza w pociągający sposób, bo któż by nie chciał zakumplować się z Wolandem?

Jaki z tego morał? Ano taki, że kończcie już czytać te internety i lećcie po „Króla Olch"! Koniecznie w przekładzie Szymborskiej!



Komentarze

Popularne posty