Jak powiedział wybitny trewirzanin, Karol Marks...

Bożena Keff w swoim tekście „Antykomunizm jest paliwem faszyzmu” (KP) w jednym z akapitów mówi o oświeceniowej dekonstrukcji naleciałości patriarchatu, feudalizmu etc. Zainspirowany tą obserwacją chciałbym wtrącić swoje pięć groszy i podzielić się z Państwem kilkoma spostrzeżeniami, które jasno nam mówią, że filozofia Marksa nie straciła nic na swojej aktualności.

Zacznijmy od początku. Materializm historyczny mówi nam, że dzieje ludzkości stanowią następujące etapy: wspólnota pierwotna (komunizm pierwotny), niewolnictwo, feudalizm, kapitalizm i ostateczne zwycięstwo proletariatu. Trudno odmówić racji tej teorii. Mimo to zobaczmy, jak to wygląda w praktyce. Oczywiście nie będziemy tu analizować całej historii ludzkości, bo ani nie ma tyle miejsca, ani ja nie mam tyle kompetencji w tym zakresie. Tak więc posłużę się tym, co znam i co może być użyteczne dla naszej analizy.

Trzy pierwsze fazy rozwoju możemy bardzo dobrze zaobserwować na przykładzie wczesnośredniowiecznej Polski. Słowianie z VI wieku, którzy właśnie zaczynają zasiedlać wielkie połacie Europy środkowo-wschodniej tworzą społeczeństwo na wskroś egalitarne, pozbawione elit i razem dzielące swoje wzloty i upadki. Początki Słowian, którzy dopiero co przyszli na tereny dzisiejszej Polski z prypeckich bagien to niewyróżniająca się niczym kultura praska z garnkami lepionymi bez koła garncarskiego na czele, wspólny niedostatek i konieczność walki o przetrwanie. Pozycja kobiet wcale nie jest najgorsza, a nawet przeciwnie. Słowianie słyną ze swojej gościnności i z trwożliwym szacunkiem traktują przyrodę Jest to społeczeństwo siermiężne, pierwotne i dość zacofane. Oto nasza wspólnota pierwotna.

Jednak później Słowianie zaczynają się zadomawiać, okopywać, zapuszczać korzenie. Tworzą wspólnoty plemienne i rodowe, budują grody, niektóre z nich mają nawet licowane kamieniem wały. Tuż przed wkroczeniem chrześcijaństwa zaczynają wykształcać się elity, pojawia się biżuteria i drogi oręż. Rozpoczyna się czas niewolnictwa.

Nadchodzi chrześcijaństwo. Powstaje Ruś i Państwo wielkomorawskie, a Mieszko przyjmuje chrzest. Elity przechodzą konwersję religijną, umacniają swoją władzę, rozpoczyna się kultura piśmiennicza, której wcześniej nie było, powstają kamienne siedziby możnych i kaplice – prym zaczyna wieść kultura romańska. To aż nadto widoczne preludium feudalizmu.

Jednak i feudalizm musi się kiedyś skończyć. Tym razem pozostawmy dawnych Słowian i przejdźmy do literatury, albowiem polski okres schyłkowego feudalizmu i ostateczne zwycięstwo burżuazji, a co za tym idzie kapitalizmu, świetnie uchwycił Bolesław Prus w„ „Lalce”, ukazując realia społeczne końca XIX wieku, czyli podupadającą szlachtę i rosnących w siłę kapitalistów.

Tak więc obecnie żyjemy w kapitalizmie, według Marksa, przedostatnim etapie naszych dziejów. Powiem więcej – żyjemy w jego schyłkowym okresie. Obecnie, jak zauważa Pani Keff, jesteśmy w fazie dekonstrukcji tego, co było kiedyś. Zauważamy niedostatki udziału kobiet w życiu publicznym, walczymy z przywilejami białych, heteroseksualnych mężczyzn, staramy się wyrównywać standardy życia i nawet liberałom zdarza się przez pomyłkę brać na sztandary równość.

Uważam, że naturalną koleją rzeczy, rzeczywiście powinna być transformacja naszego społeczeństwa w pierwotny komunizm. Chciałbym tutaj stworzyć własną, choć trochę splagiatowaną teorię historiozoficzną, która mówi, że niewolnictwo, feudalizm i kapitalizm są jedynie etapem przejściowym, a finałem tego wszystkiego powinien być powrót do pierwotnej wspólnotowości. Historia kołem się toczy.

Przy tym nie mówię tu o żadnym wstecznictwie, broń boże. Nie postuluję życia w półziemiance, a jedynie zauważam, że obecnie postępująca dekonstrukcja kapitalizmu (czyli połączonego niewolnictwa i feudalizmu), która spotyka się ze zwierzęcą nienawiścią z pozycji reakcyjnych, jest sygnałem, że to pierwotny komunizm jest stałym etapem ludzkości, do którego powinniśmy powrócić.

Pozostałe formy są jak najbardziej naturalne i immanentne dla postępu, ale to jedynie choroba dziecięca, ospa wietrzna, która była konieczna do przejścia – bo inaczej zostalibyśmy w lepiankach – i która jest motywacją do powrotu do punktu wyjścia.

Ten proces powinien być jak najbardziej naturalny i w pewnym sensie samoistny z tej prostej przyczyny, że to właśnie nierówności i dyskryminacja są motorem napędowym dla dekonstrukcji. Niewolnictwo, feudalizm i kapitalizm to maszyna, która jest obliczona na somounicestwienie. Minione wieki powinny być dla nas nauką, wskazującą, że nie tylko możemy, ale i powinniśmy zerwać z patologiami czasów minionych. Ta konstatacja zaś pcha nas w stronę społeczeństwa egalitarnego, czyli wspólnoty pierwotnej.

Tak więc dalej musimy dekonstruować. Nie oglądajmy się na tych, którzy tęsknią za feudalizmem albo uważają, że walka się już skończyła. Nie, walka się jeszcze nie skończyła. Wciąż mamy na świecie nierówności, kapitalizm wciąż generuje wojny i głód, bijąc na głowę XX wieczne totalitaryzmy, z tą różnicą, że my, na bogatej północy, jesteśmy w miarę bezpieczni. Nadal musimy wcielać idee humanistyczne w życie. Nie ważne czy skończy się to anarchizmem, socjalizmem czy komunizmem. Ważne, żeby dążyć do pierwotnego komunizmu, czyli wolności, równości i braterstwa.



Komentarze

Popularne posty